Po raz pierwszy w źródłach Wiżajny pojawiają się jako  - 'miasteczko' w 1606 roku. Zlokalizowane na południowym stoku wzgórza nad jeziorem Wiżajny miały wówczas rynek i cztery ulice o nazwach kierunkowych: Stara, Wierzbołowska, Simneńska i Sejwejska. W 1642 roku już przy 8 ulicach mieszkało 210 rodzin, czyli około 1200 osób.

W 1808 roku rejestrowano w mieście 731 katolików i 511 Żydów. W 1867 roku Wiżajny osiągnęły największy rozwój ludnościowy w swej historii. W 205 domach mieszkało 2262 mieszkańców, w tym 1171 Żydów, 977 ewangelików i 613 katolików. Wzrost był spowodowany w głównej mierze funkcjonowaniem komory celnej i rozwijającym się coraz silniej przemytem.

 

 

Po wybuchu II wojny światowej Wiżajny dostały się pod okupację niemiecką. Hitlerowcy po zajęciu osady dokonali pogromu Żydów, zaś patriotycznie usposobionych Polaków osadzili w zorganizowanym przez siebie prowizorycznym obozie. Aresztowali znanego z patriotycznych wystąpień księdza Stanisława Maciątka, który został zamordowany w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. W czasie wojny istniała placówka Armii Krajowej, zaś w okolicy utrzymywały się oddziały partyzanckie. Osadę wyzwoliły oddziały Armii Radzieckiej 23 października 1944 roku.

Od 2 sierpnia 1928 r. do 6 pażdziernika 1949 r.

 

Przyszedłem na świat, z woli moich rodziców ,na skrawku ziemi, którą, według starej legendy, Pan Bóg zapomniał upiększyć, gdy tworzył wszechświat.

Oto jej fragment:

„Zdarzyło się kiedyś Panu Bogu, że w dziele stworzenia świata zapomniał o jednym ze skrawków globu. Gdy zorientował się, co uczynił raczej-czego nie zrobił, było już za późno na naprawienie błędu. Wszystkie materiały, którymi upiększał swe dzieła, zostały zużyte. Gdzieś tylko walały się ich resztki. Zgarnął je, więc troskliwie na kupkę, wziął w dłoń i jak siewca rozsypał przed siebie.

W ten oto sposób w jednym z zakątków świata znalazły się rzeki ,i jeziora, i lasy, a nawet spore wzniesienia. Przed stwórcą pojawił się krajobraz o wyjątkowej piękności.

Dopiero teraz mógł zabrać się do stworzenia człowieka i tam go osiedlić.”

Choć legenda może być domyślna , ale najbardziej pasuję do krajobrazu terenu północnej Polski, na którym jest wiele pagórków leśnych i łąk zielonych, pola posiekane i  ciągnące się kilometrami zagony.

Na jednym z pagórków , między jeziorami powstały Wiżajny z siedmioma ulicami, a przy nich domki ze strzechami. Na wzgórzu stoi kościół murowany obok szkoła z paroma klasami.

 Nawet te miasto królowa Bona odwiedzała i w prezencie Piotrowi  Łysemu   oddała.

Po latach  sukcesów i wielkiej perspektywy ,dziś Wiżajny należą  do ziemskiej gminy.

Wszystko się zmieniło, w tych minionych latach, Żydów wypędzono i zmniejszono liczbę Polaków . Tylko rzeźba terenu bardziej wypiękniała i swe walory przyrodnicze tamtejszym mieszkańcom oddała.

Niedaleko od Wiżajn , przy żwirowej drodze, stała chatka mała , a obok stodoła co inwentarz żywy i martwy posiadała. Przy miedzy zachodniej, obok mieszkania, rosły drzewa samotne, a wśród nich topola i osika drżąca, brzoza srebrnobiała i jarzębina, co  czerwone owoce dawała .

Domek był  niewielki, a w nim rodzinka niemała,  z ośmiorga się składała.

    Zima tam sroga,  blisko biegun północy, dużo śniegu i mrozu, a gdy odwilż nastaje ,to woda z pagórków z hukiem spływała do ruczaju.

Niedaleko od domu, były dwa jeziora, do których    chodziłem, na skróty, przez pagórkowe pola.

Wiosną w maju, wszystko zakwita ,jak w kwiecistym gaju. Latem, nad polami ,skowronek śpiewał wieloma głosami, a w sierpniu żeńcy żyto kosili i do stodół snopki zwozili.

W takich okolicznościach  przyszedłem na ten piękny świat i tam żyłem kilkanaście lat.

  Czas, który istniał, trwał  i szedł dalej, zmieniał moje i tej ziemi oblicze ,na której dorastałem i w młodości  egzystowałem.


 Dziś już nie ma tej chatki przy drodze stojącej i tych drzew w rzędzie rosnących,ani tej jabłoni rozłożystej, która na środku podwórka stała i swym cieniem, z nadmiaru słońca, mojego ojca osłaniała.

Tylko ta brzoza , przy nowej stodole ,sama została i wypatruję tych, co w młodości widziała.

Dziś tylko fragmenty, z tych czasów pozostały, trzeba je tylko uporządkować i włożyć do szuflady. Niechaj potomni, jeśli będą chciały, poznają prawdą ,z jakich korzeni swe soki czerpały.


Zatem, kończę te moje poetyzowanie, bo nie chcę być posądzony o nadmierne rymopisanie.

Ale uważam, że nawet nieudolne rymowanie, jest lepsze niż zaniedbywanie.

Kończy się dla mnie beztroskie życie,  bowiem 1 września 1939 r wybucha wojna . Ogłoszono mobilizację. Mój Ojciec dostaje wezwanie do realizacji świadczeń osobistych i rzeczowych na rzecz  obronności kraju Jedzie na wojnę z własnymi końmi i furmanką , jako tabor do przewozu mienia wojskowego. Dojeżdża do Grodna i tam kończy swoją misję wojenną. Powraca szczęśliwie do domu.

Wkrótce nastaje włączenie ziemi suwalskiej do Niemiec. Do Wiżajn wróg wkraczał dwukrotnie: Pierwsze przekroczenie granicy dokonali folksdojcze z Wiżajn, uzbrojeni w Niemczech i we wczesnych godzinach rannych w niedziele, w grupie około 20 osób, na rowerach, przekroczyli  granice państwa, w rejonie wsi Gramadczyzna i dotarli do Wiżajn.

 

    W Wiżajnach, zniszczyli na poczcie, centrale telefoniczną i wycofali się z powrotem za granicę.

Po kilku dniach, po drogach przez Wiżajny, przemaszerowała kawaleria rosyjska i nie zatrzymując się podążała  w stronę Suwałk.

Potem miejscowi Niemcy, przygotowali, na ulicach Wiżajn, bramy powitania  żołnierzy wermachtu i po kilku dniach nastąpiło drugie wkroczenie okupanta na teren Suwalszczyzny.

Przez te bramy przeszły, w szyku zwartym, pododdziały wojsk hitlerowskich w sile około pułku piechoty i pomaszerowały w kierunku Suwałk.          

 W krótkim czasie rozpoczęła się, planowa i masowa dyskryminacja ludności polskiej i żydowskiej. Żydów wypędzono z Wiżajn na bagna w pobliżu granicy litewskiej.

Oglądałem jak żandarmi ustawili grupę Żydów w dwuszeregu, kazali im położyć na ziemię wszystkie kosztowności, a następnie w szyku zwartym pognali ich ku wspomnianej granicy.

Po wypędzeniu Żydów przystąpiono do stopniowego wyniszczania ludności polskiej.

W Wiżajnach zamknięto szkołę, zniszczono bibliotekę, rozpoczęto wysiedlanie ludności polskiej z lepszych domów i mieszkań, a na wsiach -z dobrze zagospodarowanych dużych gospodarstw rolnych.

 Stosowano masowe łapanki i aresztowania, wywózkę młodzieży na roboty do Niemiec. Miejscowego księdza  aresztowano i zgładzono w obozie koncentracyjnym.

Według relacji świadków ,miejscowy Niemiec założył

przy ulicy Sejnejskiej, prywatny obóz dla Polaków.

Na pierwszego więżnia wybrano Stanisława Anuszkiewicza z pobliskiej wsi Kamionka. Wyciągnięto go z domu i skatowali na oczach rodziny.

W takim stanie pognali go do Wiżajn. Polacy wychodzący z niedzielnego nabożeństwa musieli oglądać te barbarzyństwo. Ociekający krwią więzień pełzał się po ziemi ,a komendant obozu ciągnął go na łańcuchu  do chaty, gdzie urządzono ,tzw. obóz dla miejscowych Polaków . Tam ,przywiązano aresztowanego do klamki od drzwi, postawiono mu  miskę z kośćmi i kazano mu szczekać.

Takich scen i obrazków ,znęcania się nad ludnością polską , na terenie Wiżajn i okolicznych wsiach było wiele.                            

Dlatego też, w obawie przed aresztowaniem, lub wywózką do Niemiec, udałem się na służbę do gospodarza niemieckiego Gustawa Kuscha we wsi Bolcie Małe

 Na służbie pracowałem od świtu do póżnych  godzin wieczornych ,na gospodarstwie o powierzchni 25 ha. Wykonywałem różne prace fizyczne, u boku właściciela gospodarstwa. Musiałem  orać, bronować siać, a następnie kosić i młócić .

Czasu wolnego miałem bardzo mało, tylko w niektóre niedziele mogłem, na kilka godzin, odwiedzić rodziców. W zimowe wieczory, za zezwoleniem mogłem pójść na wieczorek towarzyski, organizowany przez młodzież polską, w sąsiednich gospodarstwach.

 Takie spotkania traktowaliśmy, jako najpiękniejsze rozrywki kulturalne, w tym ponurym dla nas czasie.

Warunki socjalno-bytowe miałem bardzo trudne. Spałem w budynku przeznaczonym do składowania zboża i paszy dla zwierząt.

Wyżywienie składało się przeważnie z kromki chleba i kubka mleka, sadła i czarnej kawy, a w niedziele był kawałek mięsa.


    Rodzina, narodowości niemieckiej, u której pracowałem, zamieszkiwała od wielu pokoleń na terenie Polski. Żona gospodarza bardzo słabo znała język niemiecki i ze mną rozmawiała tylko po polsku. Gospodarz miał wówczas około czterdzieści lat, należał do organizacji S.A.

W pierwszych latach wojny był odraczany od służby wojskowej ze względu na prowadzenie gospodarstwa i utrzymanie rodziny. Brał udział w obławach na partyzantów polskich, w lasach augustowskich. Młodszy brat Gustawa, przebywał na froncie wschodnim i po dwukrotnym pobycie na urlopie, zginął pod Stalingradem. W tym samym czasie zmarła jego matka.

Wiosną 1944 r. Gustaw został powołany do wojska, a jego ojciec w wieku około siedemdziesięciu lat pracował z synową na gospodarce.

W tym samym czasie, ja otrzymałem polecenie od władz niemieckich przerwania pracy na  gospodarce i udania się  na zbiórkę do Wiżajn, skąd  ,w grupach ,odwieziono nas, w okolice wsi Michałowka i tam kopaliśmy okopy i rowy przeciwczołgowe.

Oprócz Polaków, przy pracy ziemnej, były również zatrudnione dziewczyny niemieckie zakwaterowane w sąsiednim majątku. Wstęp, do tego majątku, dla Polaków, był zakazany i groziło nawet rozstrzelaniem.

              W końcu czerwca, gdy front zbliżał się do granicy Polski, przewieziono nas, furmankami, na teren Prus Wschodnich w okolice Żytkiejm.

Tam kopaliśmy okopy i gniazda na karabiny maszynowe.

W przedostatnim dniu pobytu w tym rejonie wydarzył się następujący incydent, który utkwił  głęboko w mojej pamięci .

Po zakończonej pracy, w czasie zarządzonej zbiórkę musiałem udać się niezwłocznie do pobliskich krzaków, za własną potrzebą ,zauważył ten fakt grupowy i bez ostrzeżenia, zaczął do mnie strzelać.

Na szczęście, znajdowałem się na obniżonym terenie i tylko słyszałem gwizd pocisków przelatujących nad moją głową. Po powrocie do szyku, zostałem tak silnie uderzony kolbą karabinu, że metalowe pudełko do tytoniu, znajdujące się w tylnej kieszeni, zostało spłaszczone do zera, a tyłek bolał przez kilka dni.

Na apelu wieczornym, powiadomiono nas, że w dniu jutrzejszym nastąpi ewakuacja obozu  na zachód, w rejon Gołdapi. 

To spowodowało, że postanowiłem opuścić obóz i udać się do moich gospodarzy. Gdy tam dotarłem, zastałem ich przygotowanych do ucieczki do Niemiec.

W tej sytuacji nie mogłem sam zostać, w opuszczonym gospodarstwie, postanowiłem powrócić do obozu, by skontaktować się z moimi braćmi: Antonim i Czesławem, którzy przebywali w tym samym obozie.

Wziąłem ,od moich gospodarzy, pozostawiony rower i udałem się w drogę powrotną. W godzinach rannych ,w niedziele  podjęto decyzję o niezwłocznej ucieczce do  Polski.

Po  śniadaniu ,ruszyliśmy w drogę do domu.

Ja, najkrótszą drogą , rowerem ,udałem się do opuszczonego gospodarstwa , w którym  zastałem charakterystyczny stan faktyczny: Inwentarz żywy uwolniony z uwięzi, chodził po podwórku ,trzoda chlewna kwiczała , bo nie została nakarmiona ,wszystkie drzwi pootwierane.

Długo zastanawiałem się ,jak zareagować na ten stan rzeczy, czy przystąpić do uporządkowania zastałej sytuacji, czy też zostawić to wszystko na pastwę losu i udać się niezwłocznie  do rodziców? Po dłuższym namyśle postanowiłem udać się do rodziców.

W godzinach popołudniowych, wsiadłem na rower i polnymi dróżkami dojechałem do domu, gdzie zastałem rodzinę w komplecie. Starsi bracia ,różnymi drogami  przez Litwę dotarli do rodzinnego domu .

W godzinach wieczornych, usiedliśmy na ławce ,przy wejściu do mieszkania i opowiadaliśmy swoje przygody.

Nagle, na drodze, pojawiły się dwaj żandarmi niemieccy ,więc rzuciliśmy się do ucieczki, na drugą stronę domu.   Żandarmi zauważyli nas uciekających  i ruszyli w pogoń   z karabinami gotowymi do  strzału .

Złapali nas i chcieli aresztować ,na szczęście ,jeden z żandarmów był znajomy mojemu ojcu i uwierzył ,że jesteśmy jego synami, przez to odstąpili od aresztowania.

 Do czasu wkroczenia Armii Czerwonej na teren Wiżajn, ukrywaliśmy się, przed Niemcami ,na strychach ,w piwnicach ,w ziemiankach i okopach ,a brat Antoni -przez kilka dni siedział w kominie.

 W nocy ,z soboty na  niedziele , w  październiku 1944 r wojska radzieckie wkroczyły do Wiżajn.

Przed wkroczeniem  , przez całą noc ,Rosjanie intensywne bombardowali drogi ,po których wycofywały się wojska niemieckie.

Mój ojciec, załadował swój dorobek życia na furmankę i ukrył się w pobliskim wąwozie ,gdzie przepływa mała rzeczka, natomiast moje rodzeństwo, w czasie nalotu lotniczego, ukrywało się w piwnicach. Ja, natomiast schowałem się w transzei, a po ustaniu nalotu, poszedłem do bunkra, opróżnionego przez artylerzystów niemieckich.

W godzinach rannych, po wyjściu  z bunkra  obserwowałem jak żołnierzy Armii Czerwonej idą w szyku rozwiniętym  w kierunku Prus Wschodnich.

Przez cały dzień obserwowałem działania wojenne w okolicach Wiżajn i w pobliskich wsiach oraz na terenie Niemiec.

Niektóre potyczki  były, pod względem prowadzenia działań bojowych, bardzo  charakterystyczne.   

Gniazda karabinów maszynowych atakowała rosyjska kompania piechoty, masowo ginęli żołnierze, a natarcie szło dalej ,by jak najszybciej wkroczyć na teren Prus Wschodnich.

 

Lotnictwo radzieckie przez pomyłkę atakowało własne wojska, a artyleria niemiecka ostrzeliwała Wiżajny.

 Błyskawiczne natarcie wojsk radzieckich spowodowało, że Niemcy nie były zdolne do zorganizowania obrony w pasie nadgranicznym, w rejonie umocnień fortyfikacyjnych ,zbudowanych w latach trzydziestych i systematycznie modernizowanych.

Najcięższe walki toczyły się o miasto Gołdap, które to miasto przechodziło, z rąk do rąk, wielokrotnie. Byliśmy do stycznia 1945 r  w rejonie przyfrontowym ,gdzie groziło nam niebezpieczeństwo nalotu lotniczego i ostrzału artyleryjskiego ,bowiem po naszych drogach przemieszczały się kolumny  drugich rzutów 31Armii  3 Frontu Białoruskiego.

Na tym skrawku  niemieckiej ziemi  zdobytej przez Rosjan nie było ludności cywilnej .

Wszyscy pouciekali na zachód pozostawiając swój cały dobytek .Trzoda chlewna została wybita przez wojska radzieckie ,a bydło stadami popędzono do Rosji.

 

Na terenie Wiżajn i okolicznych wioskach zaczęły stopniowo powstawać zalążki władzy cywilnej

Pojawiła się milicja obywatelska w ubraniu cywilnym  z opaskami na rękawach.

  Nowa władza przystąpiła do przeprowadzenia reformy rolnej i rozdzielenia ziemi poniemieckiej i żydowskiej dla małorolnych chłopów polskich.

 W gospodarstwie moich rodziców rozpoczęto remont budynków. Do pracy budowlanej zaangażowała się cała  rodzina. Nadzór budowlany sprawował Nejbacher , miejscowy Niemiec, który zrezygnował z ucieczki , a w obawie przed Armią Czerwoną, zamieszkał ,z żoną w małym pokoiku, w naszym budynku mieszkalnym.

W miarę upływu czasu, gospodarstwo systematycznie się rozwijało.  Były trzy dorodne konie ,dziesięć krów, kilkanaście sztuk owiec i trzody chlewnej.

Moim zadaniem, w tym czasie, była praca rzemieślnicza i usługowa. Robiłem trzewiki  i sandały ze skóry z  uprzęży,  klapki z drewna, stylowe łóżka do spania i wiele innych przedmiotów codziennego użytku.

Ponadto interesowałem się kulturą i rozrywkami.  Śpiewałem w chórze kościelnym ,chodziłem na zabawy taneczne.

Miałem liczne grono kolegów i koleżanek, wiele zaprzyjażnionych osób ,jednak najserdeczniejszym przyjacielem był dla mnie mój  brat-Czesław, który swoim zachowaniem dawał przykład godnego postępowania.

 Czas upływał, rodzeństwo dorastało, nadeszła chwila  do usamodzielnienia się i założenia własnej rodziny.

 

 

Najstarszy brat Antoni wyjechał na Ziemię Odzyskaną ,zajął gospodarstwo rolne, wyremontował zburzone budynki

   ,zawarł związek małżeński i założył własną rodzinę.

 

 

 

 

Brat-Czesław, podjął pracę w urzędzie gminy Wiżajny ,jako pracownik administracji państwowej. Zawarł związek małżeński ,wybudował własnościowy dom . 

 

 

 

 Młodszy brat ,Franciszek ożenił się i przez pewien czas pracował w gospodarstwie  rodziców, a następnie wyprowadził się do Gołdapi.

 Wybudował  własnościowy dom mieszkalny Obaj podjęli pracę handlowo-usługową na terenie Gołdapi.

 

 

 

Siostra Anna wyjechała do Warszawy i wstąpiła do zakonu sióstr felicjanek przybierając imię Inocenta-Maria.

 

 

 

 

Najmłodszy brat- Stanisław pozostał na gospodarce rodziców , ożenił się i wspólnie z rodzicami prowadził gospodarstwo rolne.

 

 

 

Ja, natomiast. wbrew własnej woli, po otrzymaniu karty powołania do odbycia zasadniczej służby wojskowej, udałem się do Suwałk na spotkanie z wojskiem.  Pożegnałem  chatkę , tuż przy drodze stojącą, ale już po remoncie, pożegnałem drzewa obok rosnące i te  pagórkowe pola. Pożegnałem krainę ,  przez  Pana Boga zapomnianą i wyjechałem w  Polskę na Ziemię Odzyskaną.

NA POGRANICZU DOLNEGO ŚLĄSKA

W KOŻUCHOWIE

          


Kożuchów należy do jednych z najstarszych miast Środkowego Nadodrza. Prawdopodobnie we wczesnym średniowieczu istniał tu gród, który wchodził w skład państwa plemiennego Dziadoszan. Kożuchów mógł być jednym z dwudziestu grodów dziadoszańskich, wymienionych przez tzw. Geografa Bawarskiego. W pobliżu grodu krzyżowały się ważne szlaki handlowe wiodące z Wrocławia do Krosna oraz z Poznania do Głogowa. Korzystne położenie grodu sprawiło, że w jego pobliżu rozwinęła się osada targowa, która według tradycji już w 1125 r. posiadała swój kościół. Po raz pierwszy nazwa Kożuchowa (Diegotrych castelanus in Cosuchov) pojawiła się w dokumencie księcia głogowskiego Konrada I w 1273 r.

Działania wojenne II wojny światowej ominęły Kożuchów. Pod koniec 1943 r. zorganizowano w mieście filię obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Więźniowie byli zatrudnieni w miejscowych zakładach przemysłowych. Obóz zlikwidowano w przededniu zajęcia miasta przez wojska radzieckie. Na terenie miasta i okolic przebywało również kilkuset polskich robotników przymusowych zatrudnionych w rolnictwie i w warsztatach rzemieślniczych. 14 lutego 1945 r. miasto zajęły wojska radzieckie, a latem tego roku zorganizowano polską administrację .Na terenie miasta stacjonował pułk piechoty i stanowił garnizon wojskowy.

Od 7 pażdziernika 1949 r. do 30 września 1953 r.

      Do Kożuchowa zostałem przywieziony z grupą poborowych ,przez przedstawiciela pułku ,który pobrał nas ,za pokwitowaniem, w Rejonowej Komendzie Uzupełnień w Suwałkach.

Przydzielono mnie do 7 kompanii piechoty na stanowisko celowniczego ręcznego karabinu maszynowego i tam rozpocząłem odbywanie zasadniczej służby wojskowej.

Pobyt na Ziemiach Odzyskanych otworzył dla mnie nową wizję świata okresu powojennego i wskazał najkrótszą drogę do realizacji swoich marzeń w zakresie zabezpieczenia egzystencji na przyszłe życie osobiste i rodzinne.

Od pierwszych dni pobytu w szeregach wojska dążyłem do zrealizowania swoich zamierzeń w kierunku osiągnięcia optymalnych sukcesów w pracy, nauce i służbie Przez okres  czterech lat zrealizowałem swoje zamiary życiowe w stopniu   ponadplanowym i uzyskałem nowy status do egzystencji w szeregach wojska polskiego.

W tym okresie czasu ukończyłem szkołę podoficerską, skróconą szkołę oficerska, awansowałem od stopnia szeregowego do stopnia plutonowego w służbie zasadniczej i do stopnia podporucznika –w  służbie zawodowej wojska.

W tym pułku dowodziłem drużyną piechoty, plutonem piechoty i w końcowym okresie –pełniłem obowiązki dowódcy 7 kompanii piechoty, w której stawiałem pierwsze defiladowe kroki.

Nadszedł dzien30 września 1953 roku, dzień pożegnania macierzystego pułku oraz czas zaprzestania bezpośredniego dowodzenia podwładnymi żołnierzami .

Moi przełożeni ,na szczeblu centralnym wojska ,podjęli decyzję dotyczącą zmiany mojego charakteru pracy i służby wojskowej.

Skierowano mnie do Sztabu Generalnego w Warszawie na przeszkolenie w zakresie organizacyjno-kadrowym, a następnie odbywałem praktykę w oddziale kadr okręgu wojskowego we Wrocławiu.

W tym czasie miasto Kożuchów straciło status miana powiatu i weszło w skład powiatu nowosolskiego.

PRZY GRANICY ZACHODNIE

NAD NYSĄ ŁUŻYCZKĄ

GUBIN

 Gubin należy do najstarszych miast łużyckich, którego dzieje zasługują z wielu względów na uwagę. Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą z początku XIII wieku, kiedy to w jednym z dokumentów wystawionych przez Henryka Brodatego odnajdujemy zapisy zezwalające na bezcłowe dostawy soli z Gubina.
Lokalizacja na granicy dwóch kultur słowiańskiej i germańskiej oraz na przecięciu ważnych szlaków handlowych z Pomorza do Czech oraz z Łużyc do Wielkopolski sprawiała, iż Gubin przez wiele lat był znaczącym centrum gospodarczym Dolnych Łużyc.
Miasto w trakcie swej historii kilkakrotnie przechodziło pod panowanie różnych władców. W XIV wieku znalazło się pod panowaniem Królestwa Czech, następnie w wieku XVII wraz z całymi Dolnymi Łużycami zostało wcielone do Saksonii, a z początkiem XIX wieku znalazło się w granicach państwa pruskiego.
Po II wojnie światowej doszło do podziału Gubina. Jego prawobrzeżna cześć znalazła się ponownie w granicach państwa polskiego. Lewobrzeżna zaś w granicach Niemiec.
W wyniku działań wojennych wschodnia cześć miasta leżąca po prawej stronie Nysy Łużyckiej, została niemal całkowicie zniszczona; 90 % ogółu zabudowań leżało w gruzach. Powolne odradzanie się zniszczonego Gubina zapoczątkowali osadnicy wojskowi i napływowa ludność, szczególnie z poznańskiego i ze wschodu.   

W latach powojennych Gubin był zaliczany do ważnych ośrodków wojskowo-militarnych i garnizonowych.

Na terenie miasta rozbudowane  duże kompleksy koszarowe ,w których stacjonowały ,w różnym okresie sztaby dywizji piechoty ,dywizji zmechanizowanej i dywizji pancernej oraz podległe im oddziały i pododdziały rodzajów wojsk i służb.

 

1pażdziernika 1953 r. do 30 września 1977 r.

 

  Do Gubina zostałem skierowany na stanowisko personalnego pułku zmechanizowanego.

Obowiązki służbowe na wyznaczonym stanowisku obejmowałem w okresie przeformowywania dywizji zmechanizowanej na dywizję pancerną.

Niektóre jej oddziały i pododdziały zostały zlikwidowane lub przeszły do innych struktur wojska.

Zarządzono redukcję kadry zawodowej i żołnierzy zasadniczej służby wojskowej .

W zaistniałej sytuacji moja praca koncentrowała się na  wykonywaniu podstawowych czynności organizacyjno-kadrowych w różnych porach dnia.

Nie było czasu wolnego na rozrywki ,zabawy i życie towarzyskie wśród młodzieży.

Dopiero po dwuletniej harówce w koszarach i na poligonach, postanowiłem wybrać z nielicznego grona dziewczyn Gubina przyjaciółkę mojego życia.

 

W dniu 12 listopada, 1955 r wzięliśmy ślub cywilny ,a na Boże Narodzenie - ślub kościelny

W uroczystościach zaślubin kościelnych uczestniczył, przedstawiciel mojej rodziny , brat Czesław z żoną Anną

 

 

 

 

 

Po dwóch latach pożycia małżeńskiego w dniu 9 sierpnia 1957 r przyszedł na świat w Poznaniu syn Mirosław.

W tym czasie przebywałem na poligonie w Biedrusku k. Poznania.

 

Podczas wydarzeń czerwcowych w Poznaniu dywizja przebywała na poligonie w Biedrusku i niektóre pododdziały pułku uczestniczyły w ochronie dworca głównego ,gdzie na moście przy dworcu ,zginął oficer z artylerii pułkowej

Ja , natomiast zostałem wyznaczony na dowódcą pozostałości na poligonie.

Po powrocie z poligonu  otrzymałem propozycję przejścia na inne stanowisko, do sztabu dywizji, jednak nie skorzystałem z tej propozycji i pozostałem na dotychczasowym stanowisku.

Główną przyczyną odmowy zmiany miejsca pracy były trudne warunki dojazdu do Komorowa i małe dziecko oraz przygotowywałem się  do nauki w szkole średniej,

                                                                                                                     

W dywizji następują zmiany na najwyższym stanowisku dowodzenie w garnizonie. Obowiązki dowódcy dywizji obejmuje płk Antos, który , jako pierwszy dowódca tej dywizji, otrzymuje stopień generalski w Gubinie.

Po redukcji i  reorganizacji wojska,  zwiększono wymagalność  od kadry zawodowej pod względem posiadanej wiedzy ogólnej i wojskowej . 

Każdy oficer musiał posiadać minimum ukończoną szkołę średnią ,a podoficerowie zawodowi - szkołę zawodową.

We wrześniu 1958 r rozpocząłem naukę w liceum ogólnokształcącym w Gubinie.

Naukę kontynuowałem w systemie stacjonarnym w godzinach popołudniowych ,wieczorowych i nocnych. Musiałem pogodzić pracę zawodową z pobieraniem nauki w szkole średniej.

 Świadectwo dojrzałości, uprawniające do ubiegania się na studia wyższe, uzyskałem 22 maja 1961 r.

 

 

Miesiąc póżniej , moja małżonka przekazała mi w nagrodę  drugiego syna Roberta. który urodził się 11 czerwca 1961 r

.

 

 

 

12 pażdziernika  otrzymałem stopień wojskowy kapitana i zostałem wyznaczony na wyższe stanowisko szefa wydziału  w sztabie dywizji

*1 pazdziernika 1964 r. otrzymałem srebrny medal „Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny „.

W drugiej połowie lat sześćdziesiątych kontynuowałem naukę w ośrodkach szkolenia dla kadry zawodowej.

25 czerwca 1966 r ukończyłem WKDO Wojsk Pancernych w Poznaniu, a jesienią tego roku-kurs administracyjno- kadrowy w Rembertowie.

Będąc na stanowisku szefa wydziełu dywizji odpowiadałem za całokształt systemu organizacyjno –ewidencyjnego i  sprawozdawczości ,we wszystkich jednostkach podległych dywizji.

 W swojej pracy dążyłem do wprowadzania najnowszych rozwiązań strukturalnych i uzupełnieniowych na szczeblu dywizji ,za to, otrzymywałem wysokie nagrody pieniężne i rzeczowe.

*6 września 1968 r. przyznano mi Brązowy Medal  „Za Zasługi Dla Obronności Kraju „

*12 pażdziernika - otrzymałem stopień wojskowy majora. *4 grudnia zostałem odznaczony „ Srebrnym Krzyżem Zasługi ;

*22 grudnia -Zarząd KS „Granica” przyznał mi Dyplom Uznania , za aktywny udział w rozwoju sportu w Gubinie.

Jeżeli w latach sześćdziesiątych  uzupełniałem swą wiedzę wojskową i cywilną, to  już w pierwszych miesiącach lat siedemdziesiątych ,musiałem zdawać praktyczny egzamin w innych warunkach społeczno- politycznych.

W dniach 12-18 pażdziernika 1970 r. uczestniczyłem, po za granicami kraju ,w największych z dotychczas organizowanych manewrach wydzielonych jednostek siedmiu armii państw Układu Warszawskiego pod nazwą

 „Braterstwo Broni” na  szlaku działań wojennych II Armii WP. Podczas tych manewrów, po raz pierwszy w dywizji, zastosowano w pracy fotokopiarki. Na tych urządzeniach opracowywałem meldunki o stanie bojowym dywizji i przedstawiałem je do sztabu armii niemieckiej.

W grudniu 1970 r. odbył się zjazd rządzącej partii ,na którym zapadła decyzja o zmianie ekipy rządowej .

Do władzy dochodzi orientacja śląska na czele z Edwardem Gierkiem.

 

 Objęcie władzy, przez nowe kierownictwo partyjno- rządowe, radykalnie zmieniło sytuację społeczno- polityczną i gospodarczą w kraju.

Dla wielu ludzi były to lata błyskawicznego awansu społecznego i socjalno- bytowego.

W miastach rosły domy i całe osiedla. Wieś również zmieniała swoje oblicze . Moi bracia : Czesław i Franciszek, wybudowali nowe domy mieszkalne.

Okres ten był również odczuwalny i w wojsku.

Na wszystkich szczeblach dowodzenia wprowadzano szereg nowatorskich usprawnień organizacyjno-szkoleniowych.

Ja, osobiście, wielokrotnie organizowałem na szczeblu dywizji szkolenie instruktażowo- pokazowe dla kierowniczej kadry  WKU i   WSzW  w zakresie uzupełniania strat   osobowych w czasie wojny .

 Moja praca była doceniana i pozytywnie  oceniana  przez przełożonych ,za co ,byłem nagradzany przez najwyższe władze wojskowe i państwowe

*22lipca 1971r otrzymałem odznakę  honorową  „ Za  zasługi w rozwoju Województwa Zielonogórskiego;                                       

*8 pażdziernika tego roku -odznakę „Zasłużony Dla Śląskiego Okręgu Wojskowego” ;

*9 września 1972 r Złoty Medal „ Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”;

*10 pażdziernika 1973 r awansowałem na stopień podpułkownika w korpusie osobowym wojsk pancernych w grupie dowódczo - sztabowej ;

*22 lipca 1974 r przyznano mi  medal „ 30-lecie Polski Ludowej”;  

 Od 1 czerwca do 30 lipca 1974 r odbywałem przeszkolenie doskonalące na kursie oficerów w Centrum Doskonalenia Oficerów  przy  akademii Sztabu Generalnego w Rembertowie. 

 

 

17 września 1975 r otrzymałem  bardzo wysokie odznaczenie państwowe  „ Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia  Polski” ;

29 listopada 1975 r. ukończyłem kurs” Organizacji i Zarządzania”

9 września 1976 r  uhonorowano mnie srebrnym medalem „ Za Zasługi Dla Obronności Kraju”;

Zbliżał się kres mojej służby wojskowej nad Nysą Łużycką.

Musiałem podjąć decyzję dotyczącą wyboru nowego miejsca pracy. Na Ziemi Lubuskiej wykorzystałem wszystkie swoje możliwości rozwojowe  .                                                                                                                                                     *18 września 1977 r- urząd wojewódzki w Zielonej Górze nadał mi medal „Za Szczególne Osiągnięcia w Rozwoju Sportu i Turystyki na Ziemi Lubuskiej”

Nadszedł czas na zmianę charakteru pracy i służby. Jesienią 1977 r, po 24 latach służby w Gubinie, podjąłem decyzje i wybrałem prace i służbę w WKU Złotoryja.

   Przy podejmowaniu decyzji zacytowałem fragment wiersza: Trzeba  z żywymi naprzód iść po życie sięgać nowe..”i przekazałem jego treść do oddziału kadr okręgu wojskowego.  

 

U PODNÓŻA  GÓR KACZAWSKICH

NAD KACZAWĄ

 

 

 

 

 

LEGNICA - miasto w południowo-zachodniej Polsce w województwie dolnośląskim, położone na Równinie Legnickiej, nad rzeką Kaczawą i jej dopływami: Czarną Wodą i Wierzbiakiem. Legnica jest także siedzibą starostwa powiatowego (ziemskiego), dawne miasto wojewódzkie zwane niegdyś drugą stolicą Dolnego Śląska. Największy ośrodek przemysłowy, usługowy i kulturalno-naukowy Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego i trzecie, co do wielkości miasto województwa dolnośląskiego. Na obszarze o powierzchni 56,29 km2 zamieszkuje 107 tys. mieszkańców

 

                                       Od  1  pażdziernika 1977 r. do 28 pażdziernika 1989r.

 

Po przybyciu  do Legnicy otrzymałem skierowanie na dwutygodniową praktykę w WKU Głogów, na stanowisku komendanta tej instytucji.

W czasie praktyki przekonałem się ,że trzeba będzie  ciężko pracować ,by dobrze wykonać swoje obowiązki wynikające ze statutu terenowej administracji wojskowej

Po odbyciu praktyki ,nadszedł czas rozpoczęcia pracy na stanowisku komendanta WKU Złotoryja.

*18 września1978 r. otrzymałem srebrną odznakę „ Zasłużony  Działacz Ligi Obrony Kraju”.

Siedziba komendy mieściła się  w starym budynku jednopiętrowym, zagrzybionym , a parter ,w ogóle nie nadawał się do  wykorzystania ,na żadne cele socjalno - biurowe.

Większość kadry i pracowników cywilnych zamieszkiwała w Legnicy i do pracy dojeżdżała autobusami lub koleją ,co było znacznym utrudnieniem w pracy poszczególnych komórek organizacyjnych komendy.

 

 Dla poprawienia tej niekorzystnej sytuacji przystąpiłem za pośrednictwem moich przełożonych ,do starania o pozyskanie budynku na siedzibę WKU na terenie miasta Legnica . Moje starania przyniosły pozytywne rezultaty. Wskazano nam budynek zabytkowy, będący w trakcie remontu kapitalnego ,przeznaczony dla instytucji państwowej. Decyzja, o przeznaczeniu budynku , została zmieniona przez prezydenta miasta na moją korzyść. W związku z czym przystąpiłem do wprowadzania pewnych korekt do planu i kosztorysu remontowego budynku przy ul. Partyzantów 22/23 w Legnicy. Remont tego obiektu trwał do jesieni 1979 r. Uwzględniając sytuację społeczno polityczną  w Polsce zmuszony byłem do przyśpieszenia przemieszczenia komendy ze Złotoryi do Legnicy

 

Dyslokacje przeprowadzałem etapami: W pierwszej kolejności przemieściłem sekcję poboru i uzupełnień , aby przygotować komisję poborową na terenie Legnicy, Jaworze i Złotoryi. Pozostałe  komórki organizacyjne   przemieściłem  ,systemem alarmowym , jesienią 1979 r .

Po załatwieniu tych spraw, wystąpiłem z wnioskiem do sztabu generalnego , o zmianę nazwy wojskowej komendy uzupełnień na Legnice. Procedura zmiany nazwy  i pieczątek spowodowała konieczność przeprowadzenia aktualizacji wszystkich dokumentów planu osiągania wyższych stanów gotowości bojowej i mobilizacyjnej .

Zachodziła pilna potrzeba , w trybie przyspieszonym, opracowania nowego planu mobilizacyjnego  , jako podstawowego dokumentu tej instytucji wojskowej.

W pierwszych  miesiącach roku 1980 nastąpiły wielkie zmiany w układzie  społeczno - politycznym, które  miały duży wpływ na funkcjonowanie terenowych organów administracji wojskowej. Wszystkie przedsięwzięcia ,na administrowanym terenie, trzeba było wykonywać w trybie przyspieszonym i bardzo dokładnie.

Związek zawodowy „Solidarność” dochodził do władzy i stawiał swoje warunki i wymagania, które również odnosiły się do działalności wojska w terenie.

Zbliżał się rok 1981 ,rok wprowadzenia „ stanu wojennego”.

Wojsko otrzymywało dodatkowe zadania ,      

przez co ,praca w komendzie stawała się, coraz to trudniejsza i bardziej  stresowa.

Stan wojenny w komendzie wprowadzono za pośrednictwem systemu alarmowego obowiązującego w wojsku. Forma wprowadzania tego stanu ,w relacji wojska ,a administracją cywilną ,była w gestii dowództw jednostek wojskowych i terenowych organów administracji wojskowej .

Uwzględniając sytuację panującą na moim terenie , odstąpiłem od powołania żołnierzy rezerwy do czynnej służby, w ramach różnic etatowych.

Tak się złożyło, że  w krótkim czasie musiałem udać się na leczenie szpitalne do Wrocławia.  Na leczeniu przebywałem około trzech miesięcy i dalej korzystałem z komisyjnego zwolnienia lekarskiego oraz pobytu w sanatorium . Do pracy powróciłem dopiero po dziewięciu miesiącach.

Po powrocie z chorobowego przystąpiłem do aktywnej działalności w komendzie i w urzędach miast i gmin w zakresie administrowania rezerwami osobowymi i środkami transportowymi. Wprowadziłem szereg usprawnień ,w systemie prowadzenie poboru i uzupełniania poborowymi jednostek wojskowych.

*8 pazdziernika 1982 r, otrzymałem odznakę „ Za Zasługi dla Województwa Legnickiego”.

Moim podstawowym obowiązkiem ,była ścisła współpraca z instytucjami państwowymi , zakładami

pracy i urzędami administracji państwowej, we wszystkich dziedzinach  mających wpływ na gotowość bojową wojska i obronność kraju.

 Kontrolowałem zakłady pracy ,w zakresie wydzielania i dostosowania pojazdów i maszyn ,dla potrzeb wojska , udzielania reklamacji na okres wojny oraz przygotowanie i realizacja planów akcji kurierskiej i posłańczej oraz dowozu żołnierzy rezerwy do punktów zbiórek w okresie wojenny.

Systematycznie prowadziłem kontrole ,w szkołach średnich ,w zakresie  prowadzenia werbunku kandydatów do wojskowych szkół i akademii.

Dużo czasu poświęciłem w uporządkowanie zasobów poborowych przeznaczonych do zastępczej formy służby.

 Z tej grupy, najlepszych poborowych, przydzielano do straży pożarnej i  do szpitali.

 

 

W życiu prywatnym i rodzinnym zachodziły też istotne zmiany

Mój starszy syn -Mirosław, , zapoznał Panią mgr Jolantę Przybylską i po dwóch latach znajomości , w dniu 9 kwietnia 1983 r. zawarł związek małżęński w Czerwonaku k. Poznania.

 

Jolanta urodziła syna Macieja /1983r/i córkę Joannę./1985 r/

 

 

*28 września 1983 r zostałem odznaczony „ Krzyżem Oficerskim orderu Odrodzenia Polski”

 

 

 

 

 

Drugim  wydarzeniem rodzinnym  było założenie własnej rodziny przez młodszego syna Roberta.

W dniu 11 stycznia 1983 r. zawarł on związek małżeński z Panią mgr Małgorzatą Młotek, córką Edwarda i Zofii,w Legnicy.

 

 

 

 

Małgorzata urodziła syna Kamila. /1987 rok/

 

 

 

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych Wojskowa Komenda Uzupełnień Legnica została zaliczona do przodujących instytucji  wojskowych na szczeblu okręgu wojskowego.

Na bazie komendy przeprowadzano pokazowe szkolenie dla kierowniczej kadry wszystkich wku Śl.OW.

2 kwietnia 1987 r. przyznano mi Odznakę Honorową PCK  czwartego stopnia

 

W rocznicę sześćdziesięciolecia moich urodzin otrzymałem  od Szefa Zarządu  Sztabu Generalnego  WP gen. Edwarda Rogali, list gratulacyjny ze

słowami:”Korzystając z okazji dziękuję za efektywną pracę i życzę dalszych sukcesów w odpowiedzialnej pracy służbowej , społecznej..”

Minister Obrony Narodowej przyznał mi medal pamiątkowy i puchar.;

*25 września 1989 r. nadano mi ostatnie odznaczenie w wojsku „ Złoty Medal Za Zasługi dla Obronności Kraju”

Zbliżał się koniec istniejącego w Polsce ustroju sołeczno - politycznego. Do władzy dochodzi nowa orientacja polityczna- Solidarność. Więc nadszedł czas przekazania władzy  tej orientacji , a szczególnie młodszemu pokoleniu

 Po 40 latach służby i pracy w Siłach Zbrojnych oraz 61 lat życia, pożegnałem się z wojskiem i odszedłem na zasłużoną emeryturę wojskową.

Kilka dni póżniej ukazał się w prasie centralnej artykuł ze zdjęciem o treści:

Pożegnanie z bronią ppłk Piotra Szyłkowskiego

 W Wojewódzkim Sztabie Wojskowym w Legnicy pożegnano ppłk Piotra Szyłkowskiego ,odchodzącego do rezerwy po 40 latach nienagannej służby w szeregach Wojska Polskiego.

 Zasłużonemu oficerowi podziękował za wzorową służbę szef WSzW Legnica płk dypl. Maksymilian Korzeniowski ,życząc odchodzącemu dobrego zdrowia i pomyślności osobistej.

Za osiągnięcia w służbie został uhonorowany Krzyżem Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz innymi odznaczeniami państwowymi, resortowymi i regionalnymi”.

W takich okolicznościach i wydarzeniach zakończył się mój kolejny etap życia na tym pięknym świecie. Pozostał tylko jeden etap-zwany: „stanem spoczynku”

 

Jakże złożona i wymowna była moja chronologia życia.

 Urodziłem się 2 sierpnia 1928 r. na krańcu Polski ,w         pobliżu trójstyku granic państwowych : Polski ,Niemiec i Litwy - w kapitaliżmie.

 Dorastałem pod okupacją niemiecką, pracując ciężko u miejscowego Niemca na służbie .

Wyzwolenie  narodowe przyniosła mi Armia Czerwona jesienią 1944 roku.

Twórcze lata życia oddałem na rzecz wojska na Ziemiach Odzyskanych- w socjaliżmie.

Na starość znów znalazłem się w kapitaliźmie o nieokreślonym statusie . 

 

Po dwunastu latach życia w stanie spoczynku zrobiono zdjęcie rodzinne w siedemdziesiątą  rocznicę  moich urodzin

Stoją moi wnukowie od lewej:

Maciej syn Mirosława i Jolanty ur. 10 września 1983 r.

Kamil syn Roberta i Małgorzaty ur. 8 sierpnia 1987 r

Joanna córka Mirosława i Jolanty ur. 28 lutego1985 r.

Siedzą od lewej

:Małgorzata ż. Roberta ;

  Robert syn Piotra i Alicji;

Alicja żona Piotra ;

Piotr-senior;

Jolanta żona Mirosława;

Mirosław syn Piotra i Alicji

 

 

 

         

ORDERY, MEDALE, ODZNACZENIA PAŃSTWOWE I RESORTOWE

NADANE   PIOTROWI SZYŁKOWSKIEMU W OKRESIE

SŁUŻBY WOJSKOWEJ

1.Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski

2.Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski

3. Srebrny Krzyż Zasługi

4. Złoty Medal ;Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny;

5. Srebrny Medal ;SzwSO;

6. Brązowy Medal ;SzwSO;

7. Złoty Medal ;Za Zasługi dla Obronności Kraju;

8. Srebrny Medal;ZZdlaOK;

9. Brązowy Medal ZzdlaOK.;

10. Medal 30- lecia  Polski Ludowej

11. Medal  40-lecia Polski Ludowej

12.Złoty Medal; Za Zasługi dla Pożarnictwa;

13. Srebrna Odznaka; ZZwOPP

14..Brązowa Odznaka ;ZZwOPP;

15. Odznaka Honorowa PCK

16. Odznaka Honorowa ;Za Zasługi w Rozwoju

       Województwa Zielonogórskiego;

17. Odznaka; Za Zasługi  dla Województwa Legnickiego;

18 .Odznaka Zasłużony dla Śląskiego

      Okręgu Wojskowego

719. Medal ; Za szczególne osiągnięcia w rozwoju sportu

      i turystyki na Ziemi Lubuskiej;

20. Srebrna Odznaka ;Zasłużony Działacz  LOK

21. Złota Odznaka Budowniczego LEGOM

22. Złota Odznaka ; Przodujący Kolejarz;

 

 

 

 

Opracował: Piotr Szyłkowski

Legnica 2006 r.